Początek był niewinny. Dowieźliśmy samochodem rowery tak daleko jak się dało. Pod kołami rowerów nie miało być asfaltu. Niedzielny wczesny poranek, cisza i bezludność. Już po kilometrze jazdy udało się nam zamoczyć buty w głębszym nieco miejscami Wisłoku.



Na drugim kilometrze musieliśmy się przedzierać przez połamane drzewa na od dawna i tak zarastającej drodze. Zwylke pełna była ona błota, a tym razem doszły nowe atrakcje. Szarpaliśmy się z niewygodnymi w takiej sytuacji rowerami zaczepiającymi złośliwie o każdą gałąź.



Potem nastąpił prawdziwy festiwal błota. Gęste i wodniste, lepkie i suche, płytkie i głębokie po osie. Jechaliśmy, czasem prowadziliśmy. Przedzieraliśmy się równolegle do drogi, by ominąć większe kałuże. I tak aż do momentu, gdy oba rowery powiedziały: Nie jadę! Przez ostatnie kilkaset metrów ciągnęliśmy maszyny z całkowicie zablokowanymi kołami. Na szczęście wiedzieliśmy, że niedługo wyjdziemy na ubite scieżki.



Rowery niemal wrzuciliśmy do rzeki i nastąpiło wielkie mycie, a potem wielkie smarowanie i przygotowywanie do dalszej jazdy. Na liczniku mieliśmy cztery kilometry (i prawie godzinę w siodle), a przed nami jeszcze ponad pięćdziesiąt. Potem już błota prawie nie było, ale za to było wszystko to, co w rowerowaniu najlepsze. Podjazdy i zjazdy, ścieżki, potoki, widoki...




Komentarze:
31.07.2006, 17:08 :: 83.175.180.140

Madzia

ubłocone chłopaki...ach! To lubię;>
24.07.2006, 20:34 :: 83.11.229.114

Robet

A można było wracać rzeką :D
24.07.2006, 18:37 :: 213.134.160.230

coffeerepublic

survival :]
24.07.2006, 17:38 :: 83.175.180.140

Ania

Wy to dzielne chłopaki jesteście!:) A to środkowe zwłaszcza, to normalnie jak z dorzecza Amazonii..;>
24.07.2006, 13:59 :: 83.14.234.214

Sawa

To co czytam tutaj i w porzednich to muszę powiedzieć, że M. Wańkowicz ("Tędy i owędy", "W pępku Ameryki" itd. itd.) wysiada - chłopie pisz na większe forum bo żal, że się marnuje Twój talent. W przyszłości z pewnością jakaś Ziółkowska -Boehm będzie chciała napisać "Blisko Jurkowiaka" no i owszem będzie pisać o Twoich przygodach w grzęzawiskach ale niech ta spuścizna litercaka będzie ogromna bo zasoby są straszne -tylko przelewać w słowo pisane. Długi wywód - ale jak się długo czyta to albo się znudzi albo przemyśli - ufff.
fotolog.pl :: Wróć